sobota, 26 marca 2016

Tulipany i Opera Chińska

  Najbardziej lubię dni, w które mimo braku planów zdarzają się jakieś spontaniczne wyprawy. We wtorek miałam właśnie taki niespodziewanie bardzo miły dzień. Pogoda była ostatnio tak przyjemna, że po zajęciach wybrałam się ze znajomym z uczelni na wystawę tulipanów. Według mnie brzmi to tak przypadkowo, że do teraz cieszy mnie sama myśl, że w mieście tysiąca i jednej wystaw pojechaliśmy akurat tam. 2.15 miliona w pełni kwitnących tulipanów niewątpliwie cieszy oczy. Bawiłam się świetnie, a ponadto na "europejskim" pasażu udało mi się zjeść niemieckiego precla!! Czyli mniej więcej kawałek obważanka. Takie rzeczy na serio cieszą na obczyźnie :)
  Ale to nie koniec. Po powrocie na uczelnię po południu dostałam od tego samego znajomego wiadomość ze zrzutem ekranu jednego z gazyliona emaili od uczelni jakie dostajemy dziennie, że Szanghajska Opera ofiarowała studentom 30 darmowych biletów na spektakl i kto pierwszy ten lepszy. Email został wysłany godzinę wcześniej, więc byłam przekonana, że nie ma szans, bo te bilety rozchodzą się szybciej niż czerwone koperty na Chiński Nowy Rok. Ale kiedy mimo wszystko przeszłam się do odpowiedniego biura, zostały dokładnie ostatnie dwa :D Co prawda nie miałam pojęcia, że były one na ten sam wieczór czyli trzy godziny później. Nie miałam czasu nawet wrócić do akademika, ale i tak poszliśmy.
  Powiem tak. Jest to świetne przeżycie kulturowe i na pewno warto pójść i obejrzeć chińską operę, ale nie jest to coś, co robiłabym co tydzień (puszczam oczko). Słynie ona z bardzo wysokich tonów. Do tego nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje, bo spektakl wykonany był w starożytnej chińszczyźnie, ale dlatego też świetnie się bawiliśmy, próbując zgadnąć o co chodzi. Natomiast stroje, efekty i ruchy były fenomenalne. Szkoda, że nie mogłam zrobić zdjęcia podczas samego spektaklu!
Opera Han, spektakl pt. "Wang Zhaojun"

niedziela, 20 marca 2016

Weekend kandydatów

  Pamiętam swoją rozmowę kwalifikacyjną na różne uczelnie, w tym NYU. Nie byłam tym zbyt zestresowana, być może dlatego, że w pewnym momencie człowiek dochodzi do wniosku, że mu się nie chce nawet denerwować ;) Ale jak mało kto wiem, jak trudny jest proces aplikacyjny na studia, jak bardzo można czegoś pragnąć wiedząc, że wszystko jest w Twoich rękach tylko do pewnego stopnia. Dlatego byłam bardzo zadowolona, pełniąc w tym roku rolę Ambasadora Studentów podczas Weekendów Kandydatów.
  Proces aplikacji chińskich uczniów na NYUSH jest inny od nas, międzynarodowych. Chińczycy muszą między innymi przedstawić wyniki gaokao czyli tutejszej matury, wielokrotnie trudniejszej od polskiej. Ponadto najlepsi kandydaci dostają zaproszenie na weekend do Szanghaju, gdzie odbywają się ich rozmowy kwalifikacyjne, zajęcia grupowe, tour po uczelni itd. Moją rolą było w pewnym sensie opiekowanie się grupą podczas dwóch z tym weekendów, oprowadzanie ich z miejsca na miejsce i upewnianie się, że czują się swobodnie.
  Ale poza odpowiadaniem na ich pytania miałam ich obserwować i pomóc komisji w decyzji. Nie było to prostym zadaniem, bo dobrze wiem z własnych przeżyć, jak to jest i chciałabym, żeby dostali się wszyscy. Z drugiej strony jest to świetne doświadczenie być z "drugiej" strony, naprawdę starając się wybrać tych najlepszych z najlepszych. Teraz pozostaje mi tylko trzymać kciuki za tą przesympatyczną grupę Różowych.

poniedziałek, 14 marca 2016

Zajęcia z jedzenia

  Jedną z największych zalet studiowania na amerykańskim uniwersytecie typu liberal arts college jest konieczność wybrania określonej ilości zajęć spoza wybranego kierunku, a co za tym idzie, szeroki ich wybór. Dlatego w tym semestrze jestem bardzo zadowolona, że udało mi się dostać na zajęcia będące jednak częścią wymagań mojego kierunku, pod tytułem... Jedzenie Uliczne i Miejska Farma.
  Zdaję sobie sprawę z tego, że sama nazwa powoduje uśmiech na twarzy i pewnie zastanawiacie się, jak takie zajęcia w ogóle mogą mieć miejsce? I to właśnie jest piękno studiowania na liberal arts. Pod tą niepozorną nazwą kryje się jeden z bardziej wymagających kursów, jakie można by wziąć w porównaniu z polskim rozumieniem zajęć. Uczymy się o ochronie i kontekście jedzenia ulicznego w Szanghaju, a co za tym idzie o urbanizacji, globalizacji, polityce, migracji, nieformalnej ekonomii i środowisku. Wymaga to krytycznego myślenia i dużej ilości pracy badawczej, często w terenie. Na przykład ostatnio stworzyłam szczegółowy projekt kompostu dla uniwersytetu, co brzmi niepozornie, ale było strasznie skomplikowaną rzeczą. Innym naszym zadaniem było przeprowadzić wywiady z pięcioma ulicznymi sprzedawcami rano (6:00-7:00) i pięcioma w nocy (23:00-2:00). Rzecz jasna po chińsku, więc międzynarodowi studenci mieli jakby małą niekorzyść. Wierzcie mi, że kobieta na zdjęciu poniżej jest jedyną, która się do mnie uśmiechnęła.
  Ale było fajnie. Najadłam się tofu, "chleba" i mleka sojowego, haha. Bo do produktów zwierzęcych mnie jakoś nie ciągnie.