piątek, 15 sierpnia 2014

Arrivederci

Już za trzy godziny wsiądę do emirackiego samolotu na Okęciu. Właśnie teraz zaczyna się przygoda mojego życia - tym razem już kolejna z dala od domu, ale pierwszy raz aż tak daleko. Czeka mnie inne miasto, inny kraj, ba, nawet inny kontynent. Nie mogę uwierzyć, że tak naprawdę za kilkanaście godzin będę już mieszkać na drugim końcu świata.
Będę tesknić i to bardzo, ale do odważnych świat należy, prawda? :)
Jestem gotowa.
Arrivederci!

wtorek, 12 sierpnia 2014

Religia a szkoła za granicą

  Chciałabym dzisiaj napisać o tym, jak ma się religia do nauki w zagranicznej szkole, bo wiem, że duża część Was jest zainteresowana wyjazdami - czy to na rok na wymianę do USA, czy na stypendium do liceum, czy też wszystkimi podróżami. Wiele ludzi pyta mnie, jak wygląda właśnie ta kwestia podczas wyjazdu, dlatego chcę Wam pomóc i co nieco rozjaśnić. Powiem od razu, że będzie to dosyć osobisty post.

  Odkąd sięgam pamięcią, nie wyobrażałam sobie niedzieli bez wyjścia do kościoła z rodziną. Zawsze chodziłam na poranną mszę z dziadkami albo z mamą, ale nie tylko wtedy - zaliczałam wszystkie obowiązkowe święta oraz dodatkowo różańce, drogi krzyżowe i majówki.
  Po wyjeździe do szkoły z internatem bycie praktykującą katoliczką nie było już takie proste. Większość zorientowanych w nauce za granicą wie, że polscy stypendyści zazwyczaj wyjeżdżają do tradycyjnych szkół w Anglii. Te mieszczą się w zamkach niczym Hogwart, nieraz są to szkoły tylko dla chłopców lub dziewcząt, do tego mundurki oraz... kaplice, bo wiele z nich jest chrześcijańskich. Tymczasem trudno jest wyobrazić sobie większe przeciwieństwo tego typu liceum niż Ecole d'Humanite, w wolnym tłumaczeniu Szkoła Humanizmu, gdzie spędziłam ostatnie dwa lata. Nie tylko jest to szkoła progresywna, ale że tak powiem pół-żartem pół-serio, totalnie hippisowska. Kto czyta mój blog wie o co chodzi. Mówiąc o religii, zdecydowana większość szkolnego społeczeństwa - pewnie jakieś 90% - to ateiści. Lekcji religii, nawet dodatkowych, oczywiście nie ma. Największą grupą wyznaniową są muzułmanie, a dopiero po nich różni chrześcijanie, co wydaje mi się zupełnie niezwykłe w europejskim, chrześcijańskim kraju.
  Kolejną sprawą jest wyjątkowo długa lista zakazów, jaka obowiązuje uczniów. Nie możemy wybrać się na przykład w wolnym czasie do innej wsi, a przypadki, w których jest to dozwolone, są mocno ograniczone. Nawet w weekendy, na które składa się wyłącznie niedziela, nie możemy oddalać się od naszej miejscowości, w której zresztą kościołów nie ma. Tylko niektórzy (zależy od wieku, długości pobytu, ilości towarzyszy itd.) mają prawo do wyjścia do Meiringen w określonych porach. Nie wspominając o tym, że przejazd gondolą sporo kosztuje bez przepustki narciarskiej, autobusy i pociągi są nam w ogóle zakazane, a tylko w zimie możemy uraczyć się zjazdem gondolą w tamtą stronę zamiast godzinnej wędrówki. Co więcej, w niedziele nigdy nie chodzi się do Meiringen, bo sklepy w Szwajcarii są ustawowo zamknięte, a mamy zakaz na wszystkie restauracje i bary prócz jednego marnego kebaba.

Kolacje Adwentowe jako świecki zwyczaj.
No ja Was bardzo przepraszam za ten świąteczny nastrój, naprawdę nie chciałam! xD

Z Davidem i Michaelem

Till

Arik

HAHAHAHA. Nauczyciel.

Sarah, moja zeszłoroczna Family Head

Yuri

Jackie

Historia Adwentowa czytana przez Ashley'ego, dyrektora amerykańskiego systemu. przy kominku w jego własnym salonie.

Jeszcze raz sorry za nastrój świąteczny, haha ale mnie wzięło

  Jak zatem widać, bycie praktykującym katolikiem w takiej szkole graniczy z cudem nawet przy dobrych chęciach. Bardzo się starałam i wstępowałam do kościoła przy okazji wyjść do Meringen - oczywiście tylko tych w pojedynkę, bo jak mogłabym zmuszać znajomych, żeby poczekali na mnie kilkanaście minut przed drzwiami... Co więcej, musiałam zadowalać się kościołem protestanckim, ale jestem przekonana, że tak naprawdę nie ma to znaczenia.
  Problemem jest to, że gdy wracam do Polski i idę do kościoła, zaczynam wszystko kwestionować. Mimowolnie każde słowo, fakt i historię biorę pod lupę - to jest właśnie efekt AP Language i AP Literature. Chcąc nie chcąc, przedmioty te zmieniły moje życie i inaczej patrzę na wiele spraw. Nie potrafię być już taką naiwną owieczką, jak od dziecka mi tutaj wpajano ;) Nic nigdy nie będzie w stanie odwieść mnie od wiary, ale nauczyłam się mieć na wiele rzeczy własne, inne zdanie, jak również by nie wszystko brać dosłownie.

piątek, 8 sierpnia 2014

Nie mówcie mi o pakowaniu

  Wielokrotnie słyszałam od rozmaitych ludzi, że uwielbiają się pakować, bo zwiastuje to przygodę, podróż, często w nieznane, i nowe odkrycia. Że otwieranie walizki wzbudza wielką ekscytację, a bicie serca przyspiesza z radości na samą myśl o przygodzie związanej z tą właśnie walizką.
  Ale wiecie co? NIE MA SZANS.
  Nienawidzę się pakować. Sama idea wciśnięcia całego mojego życia do zaledwie jednej torby przyprawia mnie o ból głowy, a serce może i bije mi szybciej, ale z chęci ucieczki xD Ja po prostu chciałabym wszystko ze sobą zabrać. Ale czy można winić mnie za to, że lubię ubrania? Daleko mi do jakiejkolwiek obsesji, ale po prostu lubię ciuchy i czasem fajnie wyglądać. Czasem lubię też wyglądać jak hobo, mieć wszystko gdzieś i się z tego cieszyć. Tylko, że nawet taka stylizacja wymaga dodatkowych centymetrów kwadratowych w walizce...
  Wracam więc do punktu wyjścia. Z pakowaniem nigdy nie wygram i zawsze będę na straconej pozycji. Tak to już jest, gdy żyje się na walizkach (a raczej na jednej). Zwłaszcza już, że potrzebuję chociażby butów i ciuchów na wszystkie cztery pory roku.
  Pozdrawiam...

  O, tak przy okazji:

  Timon i Pumba to najlepszy dowód na to, że para tej samej płci potrafi idealnie wychować dziecko. Temu nie da się zaprzeczyć! Od razu się uśmiecham.

 Stop homofobii.