piątek, 17 kwietnia 2015

Festiwal Pierogów

Ile pierogów to za dużo pierogów? Odpowiedź jest prosta - nie ma takiej liczby. W piątkowy wieczór w moim uniwersytecie odbył się Festiwal Pierogów, na który zamówiono... 10,000, tak, DZIESIĘĆ TYSIĘCY pierogów!
Wzorowany na corocznym wiosennym Festiwalu Truskawek w nowojorskim NYU, Festiwal Pierogów to nowy koncept NYU Shanghai, który w przyszłości także zostanie tradycją. Wybrano akurat ten przysmak, ponieważ jest to danie istniejące w tradycji chińskiej jeszcze przed naszą erą, a więc o wiele, wiele ponad tysiąc lat dłużej niż w polskiej. Co więcej, w przeciwieństwie do Polski, w Chinach "pierogi" to nie jedno danie, toteż takie słowo nie istnieje nawet w ich języku.
Jakie zatem rodzaje pierogów istnieją w chińskiej kuchni? Zacznę od tego, że mogą one być przygotowane i podane smażone, gotowane w wodzie, gotowane w zupie, gotowane w kleiku ryżowym, robione na parze, zmrożone czy tez zawijane na zimno. Ciasto może byc podobne do tych polskich, ryżowe, kleiste, czysto mączne, pulchne, cienkie jak papier czy przypominające ciasto francuskie, albo i zwykłe ciasto. Mogą być nadziane mięsem - dosłownie każdym i o każdej formie, krewetkami, rybą, zupą, ryżem, warzywami, tofu, smażonymi ziemniakami z przyprawami i groszkiem, słodką pastą z fasoli, owsianką, zupełnie niczym, albo nawet lodami! Wreszcie podawane być mogą w bambusowym naczyniu, w zupie ryżowej, w zupie na bazie rosołu, czasem razem z kluskami lub tofu albo z sosem sojowym, figowym, octem czy Bóg-wie-jakim. Mogą mieć przeróżne kolory i kształty, a także rozmiary od wielkości paznokcia do dużej bułki. Bardzo polecem chociaż rzucić okiem na ten przewodnik to chinskich pierogach: http://luckypeach.com/the-guide-to-chinese-dumplings/, bo jest genialny!
Jak już wspominałam, moje ulubione są chyba xiaolongbao 小笼包 - w niewiarygodnie cienkim cieście z gorącą zupą i mięsem w środku. Ale tak między nami, mimo przejedzenia i różnorodności, zabrakło mi tam ruskich i kapuścianych ;)

niedziela, 12 kwietnia 2015

Chińskie przekąski

Będąc w Chinach, nie masz wyjścia. Spróbowanie osobliwych przekąsek jest absolutnym priorytetem na liście zadań do zrobienia. Według mnie w ogóle powinno to być elementem wymaganym do uzyskania wizy - takim elementem, który należałoby osobno podpisać na podaniu wizowym. ;)
Ponosi mnie fantazja, bo zwyczajnie nie mam słów, które opisałyby dziwność chińskiego jedzenia.
Na zdjęciu od lewej do prawej, zaczynając od górnego rzędu:
  • Suszone wodorosty. 
  • Zakonserwowane mango. Kiedyś chciałam kupić suszone mango, które jest normalnym produktem na całym świecie... ale przez braki językowe kupiłam suszone ziemniaki. Zdumiewające podobieństwo w wyglądzie.
  • Czosnkowy prażony zielony groszek.
  • Pasteryzowane kwiaty róży.
  • Lay's limonkowe. Poniżej na zdjęciu są też ogórkowe. Są również smaki cappuccino, wodorostowe, czekoladowe z solą morską, sushi, czarny pieprz, majonezowe, borówkowa guma balonowa, ośmiornicowe, kiwi czy zielona herbata.
  • Suszone mięso.
  • Suszone kumkwaty.
  • Suszone kwiaty, o których nazwie nie mam pojęcia.
  • Ciastka durianowo - jajeczne. Durian to owoc o wielkości arbuza lub dwóch, powleczony skorupą z kolcami w zielonym kolorze. Miąższ jest żółty, tłusty i śmierdzi, ale o dziwo jest smaczny.
Zakonserwowane bądź suszone mięso w kolorowych opakowaniach niczym słodycze czy chrupki, leżące na półkach sklepowych przez okres czasu zbliżony do takich chrupków, jest dla mnie totalnym fenomenem, którego nie jestem w stanie zrozumieć. Można znaleźć każdy rodzaj mięsa i różne ich części, czy to kurze stopki, cukierki wołowe (CAŁKIEM NIEZŁE), głowa kaczki, starta suszona ośmiornica...
I INNE TAKIE JAK TE.

A Wy na co skusilibyście się najchętniej?

czwartek, 9 kwietnia 2015

NYU Shanghai od środka

Choć cały mój blog poświęcony jest mojej nauce zagranicą, z jakiegoś powodu nawet nie przyszło mi do głowy pokazanie Wam, jak naprawdę wygląda mój uniwersytet! Tak to jest kiedy przyzwyczajamy się do jakiegoś miejsca na tyle, że nie ma dla nas nic bardziej naturalnego. Patrząc wstecz o znacznie mniej niż nawet marny rok, w życiu nie wyobraziłabym sobie, że tak będzie wyglądać moja uczelnia. Dzisiaj New York University Shanghai to dla mnie proza życia, miejsce, gdzie spędzam wiele godzin każdego dnia. Zdjęcia robione były specjalnie w weekend, żeby uchwycić same pomieszczenia, a nie ludzi ;) Zapraszam na spacer po kampusie. Witajcie na NYU Shanghai. 
Kanapy na każdym piętrze. Zawsze dobrze oświetlone i -jak wszystko- utrzymane w biało-fioletowej tonacji.
Klasy mają kilka różnych rozmiarów i są zaprojektowane w różne sposoby, ale każda jest wyposażona w przynajmniej dwie ogromne rozsuwane tablice i albo dwa rzutniki, albo gigantyczny telewizor. Do tego wszystkie pomieszczenia mają przestronne okna od podłogi do sufitu z panoramą na centrum Szanghaju. Wyobraźcie sobie te widoki z wyższych pięter w nocy przy wyłączonym świetle. Lubię to pokazywać znajomym na skypie (dlatego warto do mnie dzwonić) ;)
Student Lounge. Na każdym piętrze znajduje się taki właśnie salon z mnóstwem miejsca do nauki czy odpoczynku. Dzięki tym kształtom i przegrodom można poczuć trochę prywatności. Są wygodne kanapy, stoły, biurka i wielkie pufy. Po prawej stronie widać tylko jeden z nich, ale przy każdym z pięciu biurek z krzesłem barowym ustawiony jest Mac z pokaźnym ekranem (na których można wybrać system: Mac i Windows). Poza tym na piętrach w korytarzach ustawione są rzędy komputerów jeszcze w innych miejscach, tak samo jak rzędy iPadów.
Jeden z przestronnych korytarzy ze skórzanymi kanapami.
Schody, przy których zawsze znajdują się też eleganckie fotele.
Otwarta część biblioteki, dostępna dla studentów codziennie, każdy piątek czy świątek 24/7. W rzeczywistości jest większa niż na zdjęciu, bo hol ten jest długi i ma swoje zakamarki, takie jak osobne zamknięte pomieszczenia do nauki grupowej oraz jedno do nauki w grobowej ciszy, przestrzeganej jeszcze bardziej niż normalnie w bibliotece.
iMac Lab, jedna z bodajże czterech wielkich pracowni komputerowych. Cała przednia ściana jest przeszklona, tylko na tym zdjęciu z wyjątkiem tego jednego okna zasłonięte są one roletą. Uchwycona jest tylko może jedna trzecia komputerów w tym pomieszczeniu. Naturalnie otwarte dla studentów 24/7. I to mi się podoba najbardziej, że nikt się nie boi, że ktoś to wszystko ukradnie czy zdemoluje, więc nikt tego nie musi pilnować jak to zawsze w Polsce...
Windy i student lounge w tle.
Stołówka uniwersytecka.