piątek, 29 sierpnia 2014

Jestem z Pakistanu

Kochani,
Przede wszystkim chciałabym Wam bardzobardzobardzo podziękować za pozytywną energię i otuchę, jaką mi dajecie w komentarzach pod postami. Ogromnie mnie to motywuje i wywołuje wielki uśmiech, bo naprawdę czuję się wspierana. Jesteście wielcy. Xie xie, dziękuję.

Już tak zaczynam do Was nawijać po chińsku, bo taka już ze mnie rodowita obywatelka tej ludowej republiki, ale tak naprawdę znam jakieś pięć słów w tym języku. Prawda jest taka, że znam więcej urdu niż chińskiego. To dlatego, że... zostałam ostatnio Pakistanką. Do tej pory z jakiegoś powodu najbardziej zakumplowałam się właśnie z Pakistańczykami, a ci cały czas mówią mi, że jedno z moich rodziców stamtąd pochodzi, albo że po prostu jestem Pathan, czyli z grupy etnicznej o korzeniach europejskich z północy kraju. Słyszę nawet cały czas, że wyglądam zupełnie jak Pathan. Tak bardzo boli mnie brzuch ze śmiechu za każdym razem, gdy z nimi coś robię.
Śpiewanie pieśni narodowych z gitarą na całe gardło do trzeciej rano? (Gdy ja tam sobie podryguję sama pośrodku nich).
Czaj o piątej rano przed snem, imitując indyjski akcent, po całej nocy klubowania?
Jedzenie jąder jagnięcych i innych dziwnych rzeczy od ulicznego sprzedawcy chińskiego żarcia?
Proszę bardzo. :)


Tirza (Indonezja), Selma (Bośnia), Ahmad (Pakistan), ręka Aaiza (Pakistan) i ja (yesss, Polska!) 

wtorek, 26 sierpnia 2014

Pierwszy raz z Szanghaju

Ni hao, kochani!
Zacznę zatem od tego, że JESTEM W SZANGHAJU, i to już od ponad tygodnia. Obiecałam napisać tak szybko, jak się tylko da, ale jeśli mam być kompletnie szczera, to chyba dopiero teraz nadszedł taki moment, że mam jakąkolwiek wolną chwilę. Za kilkanaście minut zmykam na zajęcia, ale postaram się zdać najlepszą relację, jak mogę.
Ostatnim razem pisałam do Was z Warszawy, gdzie spędziłam z mamuśką nasz ostatni wspólny weekend przed tak dużym wyjazdem. Sama się sobie w tym momencie dziwię, jak wiele z niego pamiętam w najostrzejszych szczegółach - dokładnie o czym rozmawiałyśmy, co jadłyśmy. Definitywnie nie miałam do tej pory czasu nawet pomyśleć o tęsknocie i raczej się to nie zapowiada przez baaardzo długo, ale fascynuje mnie tak wielgachna różnica między tym, co działo się przed tygodniem, a co dzieje się teraz.







Podróż minęła mi po prostu mega fantastycznie, bo zahaczyłam w niej o Dubaj! Było cudownie. Napiszę o tym cały post z milionem zdjęć gdy tylko znajdę chwilę, więc nie będę teraz zdradzać szczegółów, ale była to zdecydowanie jedna z najbardziej szalonych nocy w moim życiu.



A teraz powiem to raz jeszcze: jestem w Szanghaju. Wszystko, co mam na ten temat do powiedzenia, to CO SIĘ KURCZE DZIEJE?! :) Cały czas próbuję sobie uświadomić, że przeprowadziłam się na studia na drugi koniec globu. Moje pierwsze wrażenia to generalnie wrażenie, że przeniosłam się do innej galaktyki. Całe szczęście odwiedziłam to miejsce już w kwietniu, w związku z czym wiedziałam, czego mniej więcej mogę się spodziewać. Jednak w rzeczywistości szokuje mnie wszystko, począwszy od ulicznego jedzenia, poprzez gumy do żucia o smaku ogórka, a na chaosie ulicznym skończywszy.


Muszę teraz lecieć, ale napiszę jak tylko znajdę chwilę! Postaram się dawać znać co u mnie częściej, nawet jeśli krócej.
POZDRAWIAM i całuję <3

piątek, 15 sierpnia 2014

Arrivederci

Już za trzy godziny wsiądę do emirackiego samolotu na Okęciu. Właśnie teraz zaczyna się przygoda mojego życia - tym razem już kolejna z dala od domu, ale pierwszy raz aż tak daleko. Czeka mnie inne miasto, inny kraj, ba, nawet inny kontynent. Nie mogę uwierzyć, że tak naprawdę za kilkanaście godzin będę już mieszkać na drugim końcu świata.
Będę tesknić i to bardzo, ale do odważnych świat należy, prawda? :)
Jestem gotowa.
Arrivederci!